mama spieniężona / spojrzenie

Featured Mama na swoją wartość może zapracować. Najskrupulatniej sama siebie podliczy - w tygodniach, po których wróci do pracy na najwyższych obrotach, w złotówach zysku z biznesu, na pomysł którego wpadła jeszcze w połogu. Ostatecznie w liczbie dwudaniowych bajecznych obiadów prosto na kulinarnego bloga, o ile nie gotuje ich za rzadko, ani za często, tak akurat, w sam raz, że zwraca uwagę.

Mama najpewniej dążyć będzie do spieniężenia. Spienięży swoje talenty albo rodzinę. Jeśli nie wróci do pracy, zacznie sprzedawać handmade, albo założy bloga. Zainwestuje w modne krzesła, szmaty i plakaty, a potem sprzeda się razem ze swoimi dziećmi.

Mama niespieniężona wzbudzi pogardę, litość, a nawet oburzenie. Albo życia nie ma, albo żeruje pasożytka. Ktoś tej mamie w miesiącu da jakieś pieniądze. Za co jej da? Za ten obiad jednodaniowy, górę prania nieposkładanego i lepką plamę na podłodze? Jak to porównać z awansem, wernisażem, projektem, artykułem…? Trudniej wyprać wszystkie brudy niż zdobyć certyfikat zawodowy, bez dwóch zdań.

Ktoś tej mamie płaci albo ją utrzymuje. Nie słyszałam żeby ktoś się z nią dzielił.

Chodzi więc w tym spieniężeniu nie tylko o wartość własną, ale o wolność. Wyzwolenie od osądu, patronizowania i wszędobylskiego pouczania. Oderwanie od lepkiego poczucia wyobcowania ze świata.

Rezygnując ze stałej pracy, bez artystycznych talentów do rękodzieła i zapału do sprzedaży cierpię nieokreślony głód. Całuję małe stópki, z zainteresowaniem słucham pierwszych rezolutnych wypowiedzi. Wącham mięsiste bobasie poliki. Mój środek jest jednak w czyśćcu. Bo gdybym miała córkę, to nie wiedziałabym jak ją wychować.

M&J

comments powered by Disqus